wtorek, 30 września 2014

Czy to możliwe?



Po ponownych pomiarach masy ciała i talii okazało się, że nie jest ze mną tak źle. Nie wiadomo, czy to dieta, treningi czy może IQGreen, ale faktem jest, że zgubiła te dwa cenne kilogramy i jestem z siebie dumna. Być może nie jest to wynik bardzo imponujący, ale jednak lepsze 5 kg mniej niż 5 kg więcej, przynajmniej w mojej sytuacji. Cieszmy się z tego, co mamy - z takiego założenia postanowiłam wychodzić i dzięki temu utrata 5 kg oraz 3 cm w talii cieszy podwójnie. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie, jak ponownie się zmierzę i zważę moje wyniki będą jeszcze lepsze.

Jeśli to co piszą w Internecie na temat preparatu odchudzającego IQGreen jest prawdą, to szybko powinnam zrzucić co najmniej 5 kg w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Pocieszam się faktem, że te tabletki to nie żadna chemia, ale preparat z zieloną kawą. Nie jest jeszcze powszechnie znany na polskim rynku, ale wyczytałam, że te osoby, które próbowały kuracji odchudzających z jego wykorzystaniem rzeczywiście schudły. Nie śledziłam dalej ich „kariery” w odchudzaniu więc nie wiem jak jest z efektem jojo. Być może wcale on nie występuje, albo jest zależny od silnej woli odchudzającego się. U mnie z nią nie najlepiej, ale mam szczerą nadzieję na to, że jeśli zgubię w sumie 20 kg podczas całego odchudzania się z zażywaniem IQGreen to będę na tyle zdeterminowana w swoim odchudzaniu, że będę je kontynuowała choćby nie wiem co.

Już teraz czuję, że moje ubrania są luźniejsze i mam euforyczny nastrój z tym związany. Każdy kolejny kilogram w dół to moje prywatne święto, które zamierzam celebrować pijąc - nie szampana i nie mocne alkohole, ale wodę mineralną. Może ona zdziałać cuda, łącznie z IQGreen, dietą i oczywiście dalszymi randkami z Ewą Chodakowską. Dzięki temu mam szansę schudnąć i wrócić do rozmiaru sprzed ciąż. Bardzo bym tego chciała i zrobię wszystko, aby dopiąć swego. Jeśli oznacza to wyrzeknięcie się tortu czekoladowego i ukochanych lodów, to trudno, widocznie tak właśnie trzeba.

wtorek, 23 września 2014

Zaczynamy z IQGreen



Ćwiczę, stosuję jakąś tam dietę, ale widocznych rezultatów nie ma, albo ja ich po prostu nie dostrzegam. Spodziewałam się, że szybko schudnę, jak tylko zacznę być bardziej aktywna i nie będę się objadać. No dobrze, czasem mi się zdarza odstępstwo od diety, zwłaszcza w weekendy, gdy mam dużo wolnego i spędzam czas z rodziną lub ze znajomymi. Jeśli wszyscy zamawiają duże lody na deser w kawiarni, albo pizzę czy inny fast food w restauracji podczas spotkania towarzyskiego, trudno mi zamówić sałatkę. Nie chcę też, aby ktoś zwracał uwagę na to, że się odchudzam. Wydaje mi się, że byłabym przez to oceniana pod względem tego - ile wytrzymam na diecie, czy uda mi się schudnąć i tak dalej. Na razie tylko mąż i dzieci wiedzą o mojej walce i dopingują mnie. To wystarczy. Nie lubię znajdować się w centrum uwagi znajomych czy członków dalszej rodziny. Krępuje mnie to, zwłaszcza, że moja figura nie jest najlepsza i jeszcze upłynie dużo czasu, zanim taką się stanie.

Skoro jednak z mojej diety i aktywności fizycznej niewiele wynika, postanowiłam włączyć do mojego odchudzania jeszcze jeden element. Już jakiś czas temu kupiłam tabletki IQGreen. Dotychczas jeszcze ich nie używałam. Jakoś irracjonalnie się tego bałam, bo to jednak łykam coś, co nie do końca mogę przewidzieć, jak będzie działało. A jeśli okaże się, że szybko schudnę, ale z mojego organizmu zostaną wypłukane ważne mikroelementy, a w kilka dni po odstawieniu IQGreen będę miała efekt jojo? Cóż, boję się tego, ale stawiam już wszystko na jedną kartę. Muszę zacząć chudnąć w sposób, który mnie będzie zadowalał. W przeciwnym wypadku stracę całą motywację. 

Pozostanie mi nudne egzystowanie w domu, bo jak dalej zacznę tyć, to już będzie tragedia. Mam nadzieję, że zapewnienia producenta IQGreen znajdą pokrycie w rzeczywistości i będę chudnąć w odpowiednim tempie. Nie zamierzam porzucać diety i ćwiczeń, bo wiem, że szybkie schudnięcie odbije się negatywnie na kondycji mojej skóry. Nie chcę mieć obwisłych zwisów w różnych miejscach na ciele.

poniedziałek, 15 września 2014

Treningi i dieta w parze



Zaparłam się tak na serio i robię wszystko, aby choć trochę schudnąć. Wiem, że to już koniec lata i nie mam gdzie pokazywać się w kusych sukienkach czy nie daj Boże, w kostiumie kąpielowym - z resztą nie mam takiego, w który bym się obecnie zmieściła. Ale i tak warto już teraz pracować, żeby w maju lub w  czerwcu kolejnego roku polecieć z mężem i dzieciakami gdzieś na wczasy zagraniczne i nie siedzieć ubrana od stóp do głów przy 40-stopniowym upale.

Przyznam się, że stosuję dietę, choć pewne odstępstwa od niej niestety się zdarzają. Ukochany tort czekoladowy omijam z daleka, ale jakieś słodycze jem od czasu do czasu. Wiem, że nie powinnam, ale wychodzę z założenia, że nie mogę sobie przecież odmówić wszystkiego, co w życiu dobre, a do tych dobrych rzeczy zaliczam również słodycze.

Jem zdrowo i piję 1,5 litra wody mineralnej niegazowanej dziennie. To pomaga mi oczyścić organizm z toksyn i nie wymaga zbyt dużych wyrzeczeń z mojej strony. Z resztą, jak się tak opiję tej wody, to nie mam ochoty na tłuste potrawy pełne kalorii. Dopingują mnie w diecie najbliżsi, więc nawet jeśli ja straciłabym wiarę w to, że schudnięcie jest możliwe dla mnie, to moje dzieci i mąż wesprą mnie w trudnych chwilach, które się zdarzają, od czasu do czasu.

Oprócz diety stosuję ćwiczenia. Ewa Chodakowska jest dla mnie z jednej strony najlepszą przyjaciółką - oczywiście wirtualną, a z drugiej - katem, który nie pozwala zakończyć treningu zanim tak naprawdę się zacznie. Ćwiczę trzy raz w tygodniu i nie mam już takich zakwasów jak na początku. Jakoś rewelacyjnych efektów nie widzę, ale wiem, że przecież trzeba na nie poczekać. Dwa tygodnie temu się zważyłam i zmierzyłam. Ponowne pomiary dokonam dopiero za dwa tygodnie, czyli po miesiącu diety i treningów. W zanadrzu, dla wsparcia efektów odchudzania mam jeszcze tabletki IQGreen, ale jeszcze nie zaczęłam ich zażywać. Muszę poczytać o nich, czy oby nie wywołują efektów ubocznych. Nie chcę sobie zaszkodzić tylko po to, aby schudnąć.

poniedziałek, 8 września 2014

Po drugie - treningi



Osławione trenerki w internecie pokazują, jak stracić zbędne kilogramy i wyrzeźbić sylwetkę. Oczywiście, nie omieszkałam spróbować i tego sposobu. Od 3 dni ćwiczę z Ewą Chodakowską, choć wahałam się, czy wybrać ją czy może wschodzącą gwiazdę fitnessu w zaciszu domowym - Annę Lewandowską. Jakoś pod wpływem nacisku z różnych stron zdecydowałam się na trening Skalpel z Chodakowską. Problem w tym, że trenerka każe mi ćwiczyć co najmniej 3 razy dziennie w tygodniu. Przy dwójce dzieci jest to co najmniej kłopotliwe, kiedy na dodatek trzeba iść do pracy, wyszykować dzieci do szkoły, ugotować posiłki, posprzątać mieszkanie, uprać i poprasować. Na odpoczynek i własne zajęcia nie pozostaje zbyt wiele wolnego czasu. Ale nic, robiłam trening co prawda na razie 1,5 raza - za pierwszym razem nie dotarłam dalej niż do 25 minuty, a cały program trwa jakieś 40-45 minut. Zakwasy, w szczególności na nogach i moje stawy, na które co pewien czas narzekam, nie dały rady. Pierwsze ćwiczenia dosłownie rozłożyły mnie na łopatki. Ale, skoro boli, to działa - zawsze wychodzę z takiego założenia, że najpierw musi być źle, żeby później było lepiej.

Nazajutrz po połowie treningu nie dałam rady samodzielnie wstać z łóżka. Mąż na szczęście przyszedł mi z pomocą. Jakoś funkcjonowałam, choć ledwo, ledwo. Dopiero następnego dnia skusiłam się na kolejny trening. Zajął mi 1,5 godziny, bo musiałam zrobić sobie kilka przerw. Inaczej znowu bym nie wytrzymała tempa narzucanego mi przez Chodakowską. Tak to jakoś dobrnęłam do końca i ponownie nie mogłam się ruszać. Cóż, może tak właśnie ma być, ponieważ ukryte głęboko pod warstwą tłuszczu mięśnie zaczynają pracować - po dobrych kilku latach praktycznej bezczynności. Nie wiem, ile na tych treningach wytrzymam. Przyznam się, że nie jestem zbyt systematyczną osobą, choć dopingują mnie do ćwiczeń zarówno mąż, jak i dzieci, dlatego może się uda. Planuję połączyć treningi i dietę z IQGreen dla wzmocnienia efektów utraty masy tłuszczowej. Zobaczymy jak to dalej będzie.

poniedziałek, 1 września 2014

Po pierwsze dieta


Wiem, wiem, powinnam z dnia na dzień rzucić ulubione słodycze i w końcu przestać podjadać. Myślicie, że to takie łatwe? Że chcieć, to móc? Nic podobnego, wielokrotnie podejmowałam się różnorodnych diet, które akurat były w Polsce na tapecie. Najdłużej wytrzymałam na diecie dostosowanej do grupy krwi. Największym jednak problemem, który popełniałam za każdym razem, było porzucanie diety po kilku miesiącach lub tygodniach jej stosowania.

Zarządzałam sobie też co pewien czas tak zwane oczyszczające głodówki. Pomagały, nie powiem, ale na bardzo krótki okres czasu. Osławiona dieta Dukana była moją nadzieją. Z entuzjazmem zabrałam się za układanie codziennego menu. Trzymałam się wszystkich wytycznych diety, zwłaszcza, że już po tygodniu(!) widziałam zadziwiające efekty diety. Zaczęło mi ubywać kilogramów, dlatego tym bardziej chciałam stosować dietę Dukana. Później dowiedziałam się, że ubywające kilogramy to bynajmniej nie tłuszczyk, który radośnie zalega na moim brzuchu, boczkach i udach czy ramionach, ale woda nagromadzona w organizmie. Musiałam ją na bieżąco uzupełniać, aby mój organizm mógł normalnie funkcjonować. Dieta Dukana była wyczerpująca, ale schudłam na niej aż 12 kg. To świetny wynik, zważywszy na wcześniej stosowane diety. Pozwalałam sobie od czasu do czasu na zjedzenie czegoś słodkiego, ale niezbyt często. Wydawało się, że w końcu jestem na najlepszej drodze ku uzyskaniu pożądanej figury. Moje nadzieje jednak okazały się być płonne. Po 4 miesiącach stosowania diety Dukana zaczęłam sobie pozwalać na coraz więcej - na zjedzenie czerwonego mięsa, loda, czy solidnego kawałka tortu czekoladowego. Nie mogłam na zawsze zrezygnować z ulubionych potraw. Co się stało? Nic, moje utracone w pocie czoła kilogramy szybciutko do mnie wróciły i znów znalazłam się w punkcie wyjścia.

Nikt mi nigdy nie powiedział, że dieta odchudzająca nie jest sposobem na schudnięcie, ale sposobem na życie. Jeśli już raz się na nią decydujemy, to bądźmy świadomi, że trwale musimy zmienić swoje żywieniowe przyzwyczajenia. Teraz jestem na etapie jedzenia mniej, ale w zasadzie wszystkiego. Oczywiście, na co dzień nie obżeram się frytkami i hamburgerami w sieci restauracji fast food, ale zdarza mi się zjeść frytki upieczone samodzielnie w piekarniku. Nie jem też kolacji. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Zamierzam wkrótce połączyć dietę z przyjmowaniem tabletek IQGreen. Może to pomóc w uzyskaniu szybszych rezultatów odchudzania.